Jak sobie poradzić z "dietą" w święta?

Idą święta...

Ho ho ho,

Jeszcze tylko 4 dni i Wigilia! Jak się z tym czujecie?
Ja wczoraj walczyłam do północy i robiłam matematykę, żeby dzisiaj oddać i już mieć święta ☃



Już oddane więc spokojnie sobie siedzę z kawą oraz Misią obok i tworzymy dla Was super porady na temat:  


"Jak nie popaść w depresję widząc tyle smakołyków na wigilijnym stole?" 



Kto już walczy to na pewno wie co to za "ból" gdy jest tyle pyszności na stole a nam nie wolno nic zjeść, żadnego ciasta, ciasteczka a karpia jemy z poczuciem winy, bo obcieka cały z tłuszczu... Walczycie już pewnie nie od wczoraj i szkoda Wam to tak nagle zawalić, no nie? Wydaje Wam się, że to jedno ciasto zmieni się nagle w pół brytfanki a brzuch z coraz bardziej płaskiego nagle stanie się tak wypukły, że po raz kolejny będzie zawód po Nowym Roku, bo spodnie się nie dopną. 
To wszystko brzmi tragicznie. Jak się chwilę zastanowić to z takim podejściem święta to czas przetrwania a nie czas, który jest magiczny dla całej rodziny. 

Wiecie co Wam powiem?

Święta.... to taki niesamowity czas... odpoczynku... spotkania z wyjątkowymi osobami, których nie widujesz na co dzień...  życzeń... prezentów... wspomnień... kolęd... przygotowań... radości... miłości... I nie ma tu nigdzie miejsca na smutek, ograniczenia, fochy, kłótnie, załamywanie się. 
Jak zaczynałam walczyć o moje marzenia jakimi były szczupłość, zdobycie uprawnień trenerskich, pracowanie w tym zawodzie. Tak strasznie żyłam tym, że 3x z rzędu jak przychodziła wigilia to zaciskałam mocno pięści i mówiłam sobie, że się nie dam. Marzenia ponad wszystko. I co? 
Tyle tego było (moja mama jest niesamowitą gospodynią domową, utalentowaną kucharką i obdarzona wiecznym optymizmem) zrobionego na stole, w dodatku mama zachęcała, każdy podjadał a mi nie wolno było, bo "DIETA". Wiadomo, że nie dałam rady. Kiedyś wyrażenie "silna wola" nigdy by nawet do mnie nie pasowało, a teraz to moje drugie imię   Odkąd dorosłam to już wiem jaki popełniałam błąd. 





 Święta Bożego Narodzenia są dla mnie tak bardzo wyjątkowymi świętami, że ja już nauczyłam się nie szukać specjalnej blokady, która na siłę kazałaby mi nie jeść tego czy tamtego, bo później płacz... 

24 grudnia to jedyny dzień kiedy widzę wszystkich (dosłownie wszystkich) członków mojej rodziny uśmiechniętych i wesołych. Tak strasznie kocham ten widok, że nie pozwalam sama siebie niszczyć w ten dzień. Nawet jeśli nie idzie po mojej myśli to nie dopuszczam do siebie tego co złe. Do wieczerzy wigilijnej, faktycznie, nie jem nic oprócz śledzi, ale później już nie ograniczam się. Na co dzień nie jem takich smakołyków i dbam o siebie więc takie jednodniowe odstępstwo naprawdę nie zrobi krzywdy mi ani mojej karierze, a wywoła ogromny uśmiech na twarzy mamy. To jest bezcenne. 





Osobiście uważam, że nie warto restrykcyjnie dbać o "dietę" w ten dzień, albo jak kto woli w te dni. Są podzielone zdania na ten temat. Jedna strona mówi, że ważny jest umiar, bo inaczej się zaprzepaści całą swoją pracę, a druga strona uważa, i ja też, że są takie dni kiedy po prostu możemy całkowicie zapomnieć o codzienności i zrobić to na co mamy ochotę. Nie mówię, żeby to było co weekend jako cheat... Chodzi o takie wyjątkowe dni jakimi są Święta Bożego Narodzenia (nie wszystkie oczywiście), Wielkanoc, własne urodziny, ważna uroczystość, świętowanie jakiegoś sukcesu... to o takie dni chodzi!. A jak jest taka codzienność to jednak jestem po tej pierwszej stronie. Robisz cheat w np sobotę? To rób! Ale nie napychaj się cały dzień, tylko zjedz jeden taki posiłek, którego nie zjadłabyś np w środę gdy masz trening. Chodzi o to, żeby psychika też odpoczęła. Katować się cały czas też nie jest fajnie. Mało kto nie lubi słodyczy, ja je wręcz uwielbiam, więc takie ciągłe uciekanie od nich jest męczące, no nie? Wiecie oczywiście, że kostka czekolady gorzkiej jest nawet wskazana? To tak tylko nawiasem mówiąc ت

Może jeszcze nie wyglądam idealnie tak jakbym chciała, ale cały czas jestem coraz bliżej niż dalej i walczę, a nigdzie mi się nie spieszy.

Kochani, cały czas dążę do przekazania Wam, że sylwetki oraz charakteru nie kształtuje się tylko na jakiś określony czas... Robimy to cały czas... Do końca. Czym wolniej i spokojniej tym bezpieczniej i chętniej. Dlatego korzystajcie z tych wyjątkowych dni jakimi są święta, sprawiajcie innym radość i nie ograniczajcie się. To jest taki czas, który w przyszłym roku przez jakieś niesamowite zdarzenia może się już nie powtórzyć, albo może braknąć TYCH WYJĄTKOWYCH OSÓB. 365 dni w roku to naprawdę bardzo dużo i dziś możecie się cieszyć, a jutro może już nie być połowy rodziny. Ja tak w tym roku straciłam najukochańszą babcię. Widziałam, że światło gaśnie a nie wykorzystałam tego w 100%... i nie doczekała już kolejnych świąt w tym roku. I spędzić je bez niej to jak nie mieć choinki w wigilię. Pewnie ten wyjątkowy dzień spędzę na cmentarzu płacząc a później będę starała się wykorzystać w 150% czas z pozostałymi przy stole, których jeszcze mam i kocham nad życie.



Proszę... Róbcie wszystko, aby spędzić ten magiczny czas w spokoju, radości, z uśmiechem i razem. Na ten jeden dzień przestańcie się zadręczać dietami, treningami czy ciasnymi ubraniami. W jeden dzień dużo Was nie przybędzie, obiecuję.




Jeśli podoba Wam się to co robię, to zapraszam do śledzenia na:
Snapchat ---> aniesss19

Komentarze

  1. Super napisałaś, ale z ciebie fajna dziewczyna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog obserwuję ;) http://malykawalekmnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy post oraz cały blog! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Powiedz mi co myślisz :)

Śledź mnie!

Skontaktuj się ze mną

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *